Telefony internetowe VoIP

Słuchawka Sennheiser DW Office. Test Fortel.info

Bartłomiej Dwornik, 2010-03-09 Komentarze (3)

Słuchawka Sennheiser DW Office
VoIP i telefon stacjonarny w jednym, czyli dlaczego cztery metry kabli są lepsze od dwóch
Z informacji o debiucie tej słuchawki w Polsce wiedziałem, że ma mocowania na ucho niemal każdej wielkości, ale rozmiary pakunku, w którym odwiedziła mnie DW Office przyprawiły mnie o lekki niepokój. Spodziewałem się czegoś ze cztery razy mniejszego… Wersja XXXL to standard, czy może to delikatna sugestia, że słoń mi na ucho nadepnął? Na szczęście nic z tych rzeczy.

sennheiser-dw-office-test-01.jpg

Otóż okazało się, że DW Office lubi podróżować w komfortowych warunkach. Dotarła w moje ręce nawet nie klasą biznes, a raczej salonką. Choć skojarzenia z kreskówkami z Cartoon Network również przychodzą mi do głowy.

Pierwsze wrażenia

Sennheiser zadbał, żeby zrobić wrażenie już w pierwszej chwili. Samo otwieranie pudełka od DW Office przywodzi na myśl sceny z Hellraisera i kostkę LeMarchanda, tyle że z pominięciem wizyty Cenobitów. Równie dobre, choć już nie tak spektakularne porównanie to… przybornik krawiecki mojej babci. Podobny do tego. Drugi przykład jest może nawet lepszy – w środku wszystkie elementy zestawu poukładane są tak idealnie, że od razu nabrałem pewności: nie uda mi się tego poskładać w taki sposób po testach!

sennheiser-dw-office-test-02.jpg

Co można wyczytać o najważniejszych przymiotach DW Office? Dokumentacja stawia sprawę następująco:

- waga: 22 gramy (klips), 50 gramów (pałąk)
- zasięg: 180 metrów w plenerze, 55 metrów w pomieszczeniach
- czas rozmowy do 12 godzin (tryb wąskopasmowy), do 8 godzin (szerokopasmowy)
- głośnik dynamiczny, magnes neodymowy
- parowanie ze stacją bazową: 5 sekund
- możliwość podłączenia do 4 słuchawek
- funkcja zestawu konferencyjnego
- technologia ochrony przed skokami głośności dźwięku ActiveGuard
- technologia tłumienia szumów Noise Cancelling
- możliwość integracji z systemami DECT-GAP

Nic to, raz się żyje - pomyślałem. Pora sprawdzić, czy 349 euro to cena, jakiej ta słuchawka jest warta.

Pierwsze kroki

Oczywiście najpierw przymiarka. Do wyboru klips na ucho albo pałąk, więc zaczynam od klipsa.

sennheiser-dw-office-test-03.jpg

Kilka rozmiarów pozwala dobrać najwygodniejszy dla ucha i do dzieła.
Słuchawka jest niezwykle leciutka. Już po krótkiej chwili można zapomnieć, że ma się ją na uchu, co też mi się przytrafiło, budząc powszechną wesołość w redakcyjnej kuchni. Po kilku godzinach nieprzerwanego noszenia zaczep na ucho zaczyna jednak przeszkadzać. Dlatego ostatecznie zostałem przy pałąku na głowę.

sennheiser-dw-office-test-03a.jpg

Konstrukcja co prawda jest minimalnie cięższa, ale pod względem komfortu wypada znacznie lepiej. Miękka wyściółka głośnika to klasa porównywalna z tym, co oferują biznesowe propozycje Plantronics.

sennheiser-dw-office-test-04.jpg

Słuchawkę można nosić dowolnie – na prawym bądź lewym uchu, w zależności od preferencji. Przydatnym rozwiązaniem jest też możliwość prostego odwrócenia działania przycisku regulacji głośności. Dzięki temu, niezależnie od tego, czy słuchawkę nosimy na prawym, czy lewym uchu, możemy zaprogramować go w taki sposób, by przesunięcie w górę zawsze oznaczało pogłośnienie.

Zanim jednak będzie można zamienić pierwsze kilka słów, trzeba DW Office podpiąć do obecnej na biurku infrastruktury. A podpinać jest co. Bazę trzeba podłączyć do zasilania, wyprowadzić do niej kabel z biurkowego telefonu stacjonarnego i podpiąć słuchawkę, która od tej pory sygnał będzie dostawała za pośrednictwem bazy. Potem już tylko banalne połączenie kabla USB do komputera i gotowe.



W sumie – mniej więcej dwa metry kabli, które na biurku miałem do tej pory, zastąpiłem czterema metrami okablowania od Sennheiser. A jeśli do tego dodać jeszcze przewody do podnośnika stacjonarnej słuchawki, otrzymujemy całkiem solidny gąszcz. Na szczęście gąszcz, który w miarę łatwo można ukryć pod biurkiem, a efekt – czyli mobilność pozwalającą rozprostować nogi podczas rozmowy, zebranie w jednej słuchawce dwóch źródeł komunikacji oraz futurystyczna konstrukcja zdobiąca miejsce pracy – rekompensuje tę drobną niewygodę.

sennheiser-dw-office-test-06.jpg

Wspomniany już mimochodem automatyczny podnośnik do słuchawki to bez wątpienia interesująca opcja dla tych, którym zbrzydła tradycyjna metoda używania do tej prozaicznej czynności kończyn. Przyda się również tam, gdzie gabaryty biurka przekraczają zasięg ramion użytkownika. Ale uwaga – w ten gadżet trzeba zaopatrzyć się osobno. Najlepiej też sprawdzić najpierw, czy z naszym aparatem potrafi współpracować.

sennheiser-dw-office-test-07.jpg

Parowanie słuchawki z bazą to faktycznie mgnienie oka. Łączność stacjonarna została przechwycona. Pozostał jeszcze komputer. Instalacja oprogramowania wyjaśnia odniesienie do poliglotów w materiałach prasowych. Otóż… instalator nie porozumiewa się z instalującym w naszym rodzimym języku. Podobnie jak sam program do zarządzania słuchawką. Dla większości użytkowników problemem to zapewne nie będzie, ale warto mieć ten fakt na uwadze.

sennheiser-dw-office-test-08.jpg

Na szczęście z odsieczą przychodzi 44-stronicowa instrukcja obsługi dołączona na płycie. Instrukcja po polsku i to całkiem solidnie przetłumaczona.

Funkcjonalność

Aby oszczędzić gryzienia paznokci, po odkryciu faktu że po zainstalowaniu sterowników słuchawka milczy nadal jak zaklęta, podpowiadam – w przypadku mojej konfiguracji (Windows 7, 64bit) – pomimo wybrania w oprogramowaniu słuchawki właśnie jej, jako podstawowego urządzenia do wydawania dźwięków z komputera, zarówno w Skype i jabberowym Spiku musiałem jeszcze ręcznie wskazać DW Office w ustawieniach obu programów. Teoretycznie powinna ustawić się samodzielnie, ale najwyraźniej nie starczyło jej śmiałości.

sennheiser-dw-office-test-09.jpg

Podobnie rzecz miała się, kiedy testowałem Jabrę M5390 Multiuse, stąd gotów jestem zaryzykować tezę, że biurowe słuchawki są na tyle taktowne, żeby nie grzebać w ustawieniach systemu swojego właściciela bez jego wiedzy i przyzwolenia.

Jednakowóż po tej prostej operacji, zestaw był już w stu procentach gotowy do pracy i zaprezentowania swoich możliwości. I przyznać mu trzeba, że w pracy wymagającej nieustannego bycia „pod telefonem” DW Office jest bardzo wygodnym rozwiązaniem.

Call center, hotelowa recepcja czy biurowy sekretariat, czyli środowisko dla Sennheisera (panny Sennheiser?) jak najbardziej naturalne, pozwoli docenić sensowność odbierania przychodzących z kilku stron jednym przyciśnięciem przycisku na słuchawce.

REKLAMA

REKLAMA


Już sama świadomość, że nie musisz siedzieć przy biurku, żeby odebrać telefon czy przychodzące połączenie komunikatora, daje spory, nawet jeśli tylko podświadomy komfort.

Jedyny mankament to sytuacja, kiedy pracujesz na laptopie. Przez konieczność „kablowego” połączenia do bazy, przenośny komputer całkowicie traci swoją przenośność. Ale z drugiej strony w biurowej rzeczywistości mimo wszystko dominują jeszcze komputery stacjonarne. Ewentualną utratę mobilności laptopa rekompensuje też w dużej mierze mobilność słuchawki.

Słuchawki, która urzekła mnie dodatkowo trybem AlwaysAudio. Ta interesująca funkcjonalność pozwala używać podłączonej do komputera DW Office na dwa sposoby. Pierwszy to tryb „tradycyjnych” słuchawek, które odtwarzają wszystkie dźwięki komputera – od muzyki po irytujące popiskiwania, kiedy zbyt obciążony system odmawia współpracy. Drugi aktywuje słuchawkę dopiero w chwili, kiedy dobrać się do niej próbuje jeden ze zdefiniowanych odpowiednio wcześniej programów komunikacyjnych.

sennheiser-dw-office-test-10.jpg

Kto w pracy lubi umilać sobie czas doznaniami muzycznymi, doceni tę funkcjonalność w mgnieniu oka.

Jednak nie ma róży bez kolców. O tym, że nie na świecie ideałów, a zasada ograniczonego zaufania obowiązuje nie tylko na dziurawych jak ser i naszpikowanych kierowcami o ułańskiej fantazji polskich drogach, Sennheiser DW Office postanowiła dać mi do zrozumienia dwukrotnie. Pierwszy raz, kiedy spacerując dostojnie po redakcji z uruchomionym trybem współpracy z komputerem przyszło mi odebrać dzwoniący telefon stacjonarny.



Okazało się, że kapryśna panna Sennheiser nie zechciała przechwycić źródła sygnału (mam nauczkę na przyszłość - trzeba było dokładniej czytać w instrukcji o pozycjach poszczególnych przełączników). Pomimo panicznego ugniatania przycisku odbioru, nie przełączyła się automatycznie na pracę z linią analogową. Skończyło się nurem przez biurko, w stylu „bejsbolowe stadiony świata”, żeby wcisnąć stosowny przycisk na bazie. Na szczęście jedynym kruchym przedmiotem na blacie były w tym momencie tylko wafelki…

Sytuacja numer dwa miała charakter bardziej metafizyczny. Pośród cmoknięć zachwytu koleżeństwa, nie dysponującego na swoich biurkach tak zaawansowaną technologią i uwiązanych doń wijącymi się kablami stacjonarnych słuchawek, padło bowiem pytanie „czy można do tego podłączyć też komórkę?” Pytanie zawisło w próżni… Niestety – nie można.
Jeśli się zastanowić, to taki siny ząbek byłby w sumie dla DW Office idealnym uzupełnieniem. Przynajmniej do pracy w redakcji. W call center czy w sekretariacie jego brak zapewne nie jest szczególnie uciążliwy.

Niezawodność

Stabilność pracy DW Office i jakość dźwięku w słuchawce – zarówno w trybie pracy PC jak i telefon – nie daje najmniejszych powodów do narzekań. Zdała też bez zarzutu kakofoniczny test skuteczności reakcji na nagły atak decybeli (okupiony niestety bólem gardła). Duże możliwości parametryzowania pozwalają się wyszaleć najbardziej zapalonym majsterkowiczom, choć w moim przypadku już ustawienia fabryczne wypadły bez zastrzeżeń.

sennheiser-dw-office-test-11.jpg

Przestrzegam jednak przed dawaniem producentowi wiary na słowo, jeśli chodzi o żywotność akumulatora. W materiałach prasowych znaleźć można było informację, że zatankowana prądem do pełna DW Office wystarczy na cały dzień pracy. W moim przypadku, w trybie pracy ciągłej – rozmowy a w międzyczasie AlwaysAudio i pełne obciążenie internetowym radiem z Launchcast.com – siły opuściły ją po pięciu godzinach.

Toteż w przerwach między rozmowami, warto co jakiś czas jednak dać DW Office odsapnąć na ładowarce. Tym bardziej, że – tutaj Sennheiser nie przesadził – słuchawka regeneruje się piekielnie szybko. Do pełnej gotowości bojowej potrzebuje 60 minut, ale do niezbędnej funkcjonalności wystarczy nawet 10.

Z uwagi na niekorzystne warunki atmosferyczne nie weryfikowałem zapewnień o 180-metrowym zasięgu w otwartej przestrzeni, za to wypada mi potwierdzić 55-metrowy zasięg w pomieszczeniach. Co prawda mierzony na oko, krokami, ale za to do ostatniej ściany.

Podsumowanie

Choć Sennheiser DW Office do domowego użytku raczej się nie nadaje, w zastosowaniu służbowo-biurowym okazuje się narzędziem przydatnym. Na zestaw, jaki trafia do rąk użytkownika składają się:

- słuchawka,
- stacja bazowa,
- zasilacz,
- kabel USB,
- telefoniczny kabel audio,
- pałąk nagłowny,
- cztery zaczepy nauszne różnych rozmiarów,
- poradnik i instrukcja w polskiej wersji językowej,
- poradnik bezpiecznego użytkowania
- płyta CD ze sterownikami i oprogramowaniem
- TABLICZKI NA NAZWISKO UŻYTKOWNIKA

Czy warta jest swojej ceny? Jeśli decydować miałaby tylko kwestia wygody, temat pozostaje otwarty. Komfort jest wartością niepoliczalną. Ale jeśli idzie za nim lepsza wydajność pracy – taka inwestycja ma duże szanse się zwrócić.

Słuchawkę Sennheiser DW Office do testów wypożyczyła firma Garets,
autoryzowany importer i dystrybutor Sennheiser Communications w Polsce


Komentarze

heidi
2011-05-04 15:31:04
gdzie można sprawdzić że z jakimi aparatami może współpracować? z góry dzięki za odpowiedź! pozdro

hubercik
2011-05-11 13:23:35
jaki kosmos, a cena to już w ogóle!

atzepeng
2011-05-20 13:20:14
świetne, świetne, ale jaka cena?! za słuchawki?

Autor:

Treść:

Token:


              
literuj
Czym jest literuj?
Sprawdź, co kryje się w numerze telefonu?